Open source w administracji publicznej - czy to możliwe?
Opublikowany w ubiegłym roku raport Wykorzystanie wolnego i otwartego oprogramowania w rządowej administracji publicznej pokazuje, że poziom wykorzystania wolnego i otwartego oprogramowania w administracji jest relatywnie niski. Mimo, że 90% urzędów deklaruje, korzystanie z tego typu oprogramowania, większość stanowisk i serwerów ma zainstalowane oprogramowanie własnościowe, a oprogramowanie typu otwartego to częściej przeglądarki czy aplikacje biurowe niż same systemy.
Zdaniem autorów raportu sytuacja jest wynikiem braku zaufania do ogólnodostępnych aplikacji, a badani dostrzegają w oprogramowaniu wolnym i otwartym słabsze możliwości ochrony danych. Jeśli urząd decyduje się na oprogramowanie otwarte, w większości jest to podyktowane brakiem funduszy na zakup płatnych wersji oprogramowania.
W grudniu 2010 r. Władimir Putin podpisał się pod dokumentem, którego celem jest pełna migracja rosyjskiej administracji na korzystanie z Linuxa. Dokument zawiera kolejne kroki, które ma podjąć administracja na wszystkich szczeblach. Choć to już kolejny tego typu pomysł na uniezależnienie się od oprogramowania własnościowego w Rosji, tym razem widać silny polityczny nacisk na wykorzystanie Open Source. W Polsce wykorzystanie oprogramowania otwartego to przede wszystkim decyzja konkretnych urzędów. Niemniej jak wskazuje wspomniany raport, urzędy nie decydują się na pełną migrację na otwarte rozwiązania. O komentarz na ten temat poprosiliśmy przedstawicieli Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania - Rafała Malujdę (jedniczesnie członka Klastra ICT Pomorze Zachodnie) oraz Prezesa Fundacji.
Rafał Malujda - radca prawny prowadzący Kancelarię Radcy Prawnego w Szczecinie, Ekspert Wiodący Zespołu ds. Prawa Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania:
Wydaje się, że brak zaufania administracji do tzw. wolnego i otwartego oprogramowania (open source) wynika głównie z faktu przyzwyczajenia do korzystania z innych rozwiązań i traktowania rozwiązań z działu IT jako swoistej wiedzy tajemnej. Przez to wykorzystywane są w urzędach rozwiązania funkcjonujące od lat, które powodują uzależnienie od konkretnego producenta i produktu, co prowadzi do niezgodnego z prawem przeprowadzania zamówień publicznych na systemy informatyczne, a zapomina się o podstawowej zasadzie gospodarowania środkami publicznymi - skoro dany produkt może być tańszy, a realizuje pożądane funkcjonalności, to urząd powinien wybierać taki właśnie produkt. Takie podejście dziwi o tyle, że pochodzące z 2009r. Rekomendacje Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych sygnalizują, iż dla zapewnienia bezpieczeństwa danej jednostki, nabywane lub licencjonowane oprogramowanie powinno być przekazywane urzędom wraz z kodem źródłowym i prawami do jego modyfikacji, co służy również uniezależnieniu się od produktów konkretnego producenta. Ten bowiem aspekt bezpieczeństwa, realizowany poprzez dostęp i możliwość modyfikacji kodu źródłowego jest modelem, na którym z definicji opierają się rozwiązania open source. O tym, że problem istnieje, świadczy również to, iż Komisja Europejska (w ramach realizacji Europejskiej Agendy Cyfrowej) dąży obecnie do opracowania wytycznych w zakresie zamówień publicznych na systemy ICT, które zmniejszą uzależnienie od konkretnego producenta poprzez nawiązanie do standardów. Przy implementacji rozwiązań informatycznych urzędy często zapominają też o konieczności zagwarantowania konkurencji na rynku, co jest wykluczone w przypadku określania w ogłoszeniu o udzielenie zamówienia publicznego towarów konkretnego producenta, w sytuacji, gdy taki producent dzieli rynek poprzez odpowiednią politykę dystrybucyjną. Innym zarzutem administracji publicznej w stosunku do oprogramowania wolnego i otwartego jest brak udzielania powszechnej gwarancji na tego typu rozwiązania. Argument ten jest jednak o tyle nietrafiony, że zobowiązania gwarancyjne można (co jest praktykowane) przesunąć w kierunku podmiotu wdrażającego oprogramowanie w organizacji. Ostatnią z głównych przeszkód jest polityka narzucania odgórnie danych rozwiązań, z którą często mamy do czynienia w przypadku administracji niezespolonej - jednostki hierarchicznie wyższe określają politykę działów IT na wszystkich szczeblach, a nawet zawierają umowy ramowe z określonymi producentami, z których - w wyniku hierarchicznego podporządkowania - jednostki niższego szczebla muszą korzystać.
Rafał Brzychcy - Prezes Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania:
"Raport z badania Wykorzystanie wolnego i otwartego oprogramowania w rządowej administracji publicznej, które zostało przeprowadzone przez Instytutu Badań i Opinii Publicznej Pentor Research International pokazuje, że nie jest prawdą twierdzenie, zgodnie z którym niemożliwe jest zastosowanie w działalności urzędów wolnego i otwartego oprogramowania, w sytuacji gdy wcześniej wykorzystywano inne rozwiązania. Funkcjonują już bowiem w Polsce Urzędu i Instytucje, które praktycznie w całości bądź w znacznej części wykorzystują ten typ oprogramowania w codziennej działalności, dzięki czemu mają większy wpływ na funkcjonowanie systemów informatycznych. Poza tym, przykłady tych urzędów pokazują, że globalnie, wykorzystanie rozwiązań open source prowadzi do istotnej redukcji kosztów, które można zagospodarować w innych obszarach. Oczywiście sytuacja mogłaby być lepsza, jednakże te pozytywne przykłady mają szanse doprowadzić do rozpowszechnienia oprogramowania open source w szerszym zakresie".
Porzedni wpis Następny wpis